Relacja z Lotu Balonem — Jakie to Uczucie?

Data aktualizacji: 2019-09-13

Mamy 1 sierpnia 2019 roku. Budzę się w hotelu na greckiej wyspie Kos. Biorę do ręki telefon, sprawdzam połączenie z Internetem i odświeżam skrzynkę pocztową. Nie ma. Razem z narzeczonym i parą znajomych idę na śniadanie, a następnie nad basen. To trzeci dzień naszych wakacji. Świeci słońce, pijemy drinki, a ja dalej nerwowo spoglądam na telefon. Minęła 12:00 i dalej cisza. Inni marzyciele też już nie mogą się doczekać. Nagle pojawia się informacja o filmie z wynikami. Włączam go i nie muszę długo czekać. Moje nazwisko ukazało się jako trzecie. Tak, jestem w finale trzeciej edycji Chcę To Przeżyć! Teraz tylko trzeba wybrać marzenie. Ale ono przecież już jest wybrane! Skok ze spadochronem mam już za sobą, kierowca ze mnie żaden, więc szybkie auta to nie moja bajka... Trzeba tylko zdążyć, bo w końcu kto pierwszy ten lepszy. Loguję się do swojego profilu marzyciela, widzę zdjęcie balonu i niewiele myśląc, klikam "wybieram marzenie". Nie jestem pewna, czy na pewno to było to, co chciałam. Piszę do Agnieszki, która potwierdza — lot balonem w Warszawie.

Marzenie do spełnienia — wybrane!

Kartka w kalendarzu pokazuje 10 sierpnia. Mam już voucher na marzenie. Zostało już tylko umówić się na realizację. Wybieram numer, odbiera mężczyzna, wyjaśniam, o co chodzi. Muszę polecieć do 31 sierpnia — do tego dnia trwa trzeci etap akcji. Kalendarz organizatora jest już pełny, ale miły pan obiecuje sprawdzić kilka rzeczy i zrobić, co tylko się da. Udało się! Za niecały tydzień polecę balonem! Tylko teraz trzeba pomyśleć nad relacją...

Odliczanie dni do lotu balonem

Jest 14 sierpnia, a ja już odliczam godziny. Jutro o tej porze będę szykować się do lotu. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Plan działania znany, strój przygotowany i oby tylko pogoda się nie zepsuła. Dzwoni mój narzeczony. Dostał wiadomość, że jutro o 17:30 musi być w pracy. Mój lot jest o 17:00. Wpadam w panikę, bo przecież bez niego nic się nie uda. Nie będzie miał mnie kto zawieźć, a nawet jeśli znajdę transport, to kto nagra film i zrobi zdjęcia? Całe szczęście, że są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie i kolega zgadza się przyjść na zastępstwo. Odetchnęłam z ulgą.

Dlaczego przebrałam się w ten nietypowy strój? Dalej znajdziesz odpowiedź!

15 sierpnia o 14:00 wyjeżdżamy w kierunku Warszawy. W drodze dzwoni telefon. Poznaję numer Akademii Balonowej. Na szczęście chodzi tylko o przypomnienie godziny i miejsca zbiórki. Mamy spotkać się w Zegrzu na parkingu Hotelu 500. Skądś znam to miejsce. To tutaj w ramach drugiego etapu Chcę To Przeżyć latałam na flyboardzie. Jesteśmy trochę za wcześnie, ale zdecydowanie lepiej jest poczekać niż się spóźnić. Zauważam podjeżdżający samochód z przyczepą, na której stoi kosz i zwinięta paczka. To w niej niby mieści się balon? Aż nie chce mi się wierzyć. Pozostali pasażerowie też są już na miejscu. Ruszamy w kierunku miejsca startu. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na stacji benzynowej, żeby zatankować butle z gazem. Jedziemy dalej. Sama nie wiem, gdzie jesteśmy, ale już na pewno spory kawałek od Warszawy. W końcu zatrzymujemy się. Panowie mówią, że stąd będziemy lecieć. Pompują małe baloniki i wypuszczają, żeby sprawdzić kierunek wiatru, a następnie rozwijają balon. Po raz kolejny zastanawiam się, jak taki wielki kawał materiału zmieścili w tak małym zawiniątku. Ja mam problem nawet z włożeniem do pudełka dmuchanego materaca po wypuszczeniu z niego powietrza. Przebieram się w mój strój. Wszyscy dziwnie patrzą się na mnie w roli świnki, ale po chwili zaczynają się uśmiechać i okazuje się, że ich dzieci albo wnuki to fani Świnki Peppy. Oczywiście jest też ze mną Teddy — mały pluszowy miś Peppy. W międzyczasie wyjaśniam towarzyszom, o co w tym wszystkim chodzi. Musimy jeszcze trochę poczekać, aż słońce będzie niżej. Panowie powoli przygotowują sprzęt, a my nagrywamy pierwsze urywki do filmu i robimy zdjęcia. W końcu nadchodzi czas napełnienia balonu.

Nie mogłam uwierzyć, że tak wielki balon zmieścił się na przyczepce samochodowej.

Rośnij balonie, rośnij!

Określenie "ogromny" w stosunku do niego to i tak za mało powiedziane. Pan pilot pozwolił mi wejść do środka leżącego jeszcze giganta. Czuję się jak w wielkim namiocie. Nie wiem nawet, ile już trwa cała ta procedura, ale jest to niezwykle ciekawe. Zebrał się już nawet spory tłum gapiów. Zaczynają ogarniać mnie lekkie wątpliwości czy ten statek powietrzny na pewno poleci i czy to na pewno bezpieczne, bo myślałam, że kosz balonu jest głębszy, ale ufam profesjonalistom. Wsiadamy. W stroju świnki wcale nie jest to takie proste. Było nas 6 osób - 5 pasażerów i pilot. Wszystko dzieje się tak szybko, że nawet nie wiem, kiedy wznieśliśmy się do góry.

Jak wygląda sam lot balonem?

Widoki już od samego początku są wspaniałe. Przelatujemy nad rzeką, pilot specjalnie obniża lot i możemy zobaczyć odbicie balonu w wodzie. Zachodu słońca nie są w stanie opisać żadne słowa. Zaczynamy zabawę w zgaduj zgadula, na jakiej wysokości jesteśmy, ale nie idzie nam to zbyt dobrze. Nasze osoby towarzyszące i pozostała część balonowej ekipy jadą cały czas za nami. Przelatujemy nad gospodarstwami. Na górze panuje błoga cisza, oczywiście oprócz momentów działania palnika. Doskonale słychać odgłosy zwierząt i rozmowy ludzi na podwórkach. Balon wzbudza zainteresowanie, ludzie krzyczą i machają do nas. Kaptur stroju świnki przydaje się, bo od palnika jest całkiem ciepło. Pilot steruje balonem tak, że zahaczamy koszem o wierzchołki drzew. Ale teraz już nie ma mowy o strachu — pełen relaks. Podziwiamy krajobrazy, robimy pamiątkowe zdjęcia i nawet nie zauważam, że lecimy już ponad godzinę. Pilot krzyczy do ludzi stojących pod nami, czy możemy wylądować na ich polu.

Widoki podczas lotu balonem to, coś co ciężko opisać. Po prostu trzeba tego doświadczyć. 

Z entuzjazmem się zgadzają, otwierają nawet bramę, żeby jadący za nami mogli łatwiej się do nas dostać. Musimy się mocno trzymać. Lądowanie nie jest zbyt przyjemne, ponieważ odnoszę wrażenie, że przewrócimy się razem z koszem. Emocje opadły i można wysiąść. Współpasażerowie proszą o pamiątkowe zdjęcie ze mną w roli Peppy. Żegnam się i dziękuję panu pilotowi. Sprawdzam drogę do Warszawy i okazuje się, że od miasta dzieli nas aż 75 kilometrów. W tym czasie załoga balonu już prawie go złożyła. Jak oni to robią?! Nie jestem już tego dnia najlepszym kompanem do podróży autem. Zafascynowana całym tym przeżyciem w drodze powrotnej zaczynam oglądać zdjęcia, nie mogąc się doczekać, aż się nimi podzielę z innymi.

Relację z całego lotu ubrałam w historię... Jesteście ciekawi jaką? 

ChcęToPrzeżyć, oby do finału!

Czwartek 5 września — równe dwa tygodnie dzielą nas od finału trzeciej edycji Chcę To Przeżyć. Już niedługo spotkam się z pozostałymi marzycielami z całej Polski i poznamy zwycięzcę. Chociaż myślę, że wszyscy jesteśmy wygranymi, czego dowodem są wszystkie relacje z przeżyć. Dostaję wiadomość od Katalogu Marzeń, czy zechcę napisać artykuł na bloga, w którym opowiem, jak wyglądał mój lot balonem. Czemu nie! Już zabieram się do pisania...

Data publikacji: 2019-09-13

OBSERWUJ NAS
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA
Korzystaj z promocji i nowości!
Marzyciele! Aby spełnianie marzeń uczynić jeszcze prostszym, używamy plików cookies w celach statystycznych i marketingowych :) Więcej w Polityce Prywatności.