Kosmiczne Przygody podczas ChcęToPrzeżyć

Data aktualizacji: 2019-11-04

Poznaj Julkę, uczestniczkę III edycji ChcęToPrzeżyć, która zabierze Cię na kosmiczną podróż. Dowiesz się, na czym polega akcja, jakie atrakcje testowała Julka oraz jaką radę ma dla kolejnych Marzycieli.

"Nie wzdychaj do księżyca, sięgnij po niego"

Oto cytat, który towarzyszył mi od początku tegorocznej edycji. Mam na imię Julia i zapraszam Was na pokład mojego promu kosmicznego, lecącego prosto na księżyc — startujemy za 3,2,1...

O #ChcęToPrzeżyć dowiedziałam się totalnie przez przypadek, zerkając na jedną z wielu reklam w internecie. Hasło "Zostań testerem marzeń!" zdecydowanie przykuło moją uwagę, więc zapragnęłam dowiedzieć się jak najwięcej. Nie przyglądając się bliżej ogłoszeniu, wypełniałam formularz zgłoszeniowy ze sporą dozą nieufności. No bo w końcu kto pomaga spełniać marzenia 700 osobom z całej Polski całkowicie za darmo? Odpowiedź jest prosta — Katalog Marzeń, czyli organizator najlepszego konkursu pod Słońcem, a i pewnie w całej galaktyce, gdzie rywalizacja między uczestnikami jest czystą przyjemnością, a nie wyścigiem szczurów. Uwierzyłam, że to prawda, gdy otworzyłam pierwszego maila mówiącego o tym, że od tej pory oficjalnie mogę nazywać się testerką marzeń.

Nabuzowana pozytywną energią nie mogłam się zdecydować na wybranie vouchera, ale w końcu padło na zabawę, z której będę mogła skorzystać z kimś jeszcze — paintball laserowy dla dwojga. Korzystając z porad Katalogu Marzeń, w pierwszym filmiku postawiłam na pomysłowość i po krótkiej burzy mózgów razem z moim (ażeby pozostać w kosmicznej atmosferze) R2-D2 postanowiliśmy wizytę w Strefie Zoltar przekształcić w tutorial dla par - "How To: rozwiązywać konflikty w związku". Śmiechu było sporo, szczególnie wśród naszych znajomych, ale także podczas nagrywania scenek oraz samej realizacji vouchera. Efekty zobaczycie tutaj:

PS wspominałam już, że to ja wygrałam? 2 razy? Wynik zdecydowanie wymowny w kontekście fabuły ;) #GirlsPower

Nieoczekiwana zmiana miejsc?

Wiecie, jakie to wspaniałe uczucie dostać wiadomość o zakwalifikowaniu się do drugiego etapu po ciężkim dniu w pracy? Ja już wiem. Stety niestety w związku z tym, że maila otworzyłam po kilku godzinach od jego otrzymania, atrakcja, o której marzyłam, była już niedostępna. No cóż, czasem życie płata nam figle, ale ten wyszedł mi zdecydowanie na dobre! Nigdy nawet nie śniłam o tym, że niczym James Bond będę skakać po falach na diabelsko szybkiej maszynie i w dodatku na otwartym morzu — ku rozpaczy mojej mamy, która prawie zemdlała po obejrzeniu filmiku. Tym razem nasza relacja była o 180° inna od poprzedniej, bo — znowu korzystając z porad nadesłanych uczestnikom — postanowiliśmy być maksymalnie przygotowani ze strony technicznej, tworząc filmy na dobrym poziomie. Poprzeczka była postawiona wysoko. Mniej więcej na szczycie Mount Everestu. No bo jak tu dobrze nagrać jazdę na skuterze wodnym? Dronem. I go pro. No dobra... I jeszcze jednym go pro. Podbijając Bałtyk z takim wyposażeniem czułam się trochę jak RoboCop.

Mówcie mi Posejdon Junior

Początkowo myślałam, że 15-minutowa jazda skuterem wodnym nie jest wymagającym wysiłkiem. Jako laik w tej sprawie nie tylko się myliłam, ale otrzymałam też dobitną odpowiedź w postaci sporych, tygodniowych zakwasów. Co ciekawe, w kontekście całej opowieści, jestem osobą, która kompletnie nie jest "ekstremalna". Wiecie, należę do tzw. "krzykaczo-panikarzy". Oprócz tego mam dość zaawansowaną chorobę lokomocyjną, co tylko potęguje efekty takich atrakcji. Jednak mój przekorny charakter nie godzi się na to, bym siedziała w domu z pilotem od telewizora w ręce — wręcz przeciwnie. Swoim udziałem w #ChcęToPrzeżyć chciałam pokazać nie tyle innym, co też sobie, że "do odważnych świat należy" i że nie, nie zemdleje skacząc ze spadochronem - no bo jak tu stracić jedyną taką okazję, żeby pierwszy raz w życiu nie wyobrażać sobie latania wśród chmur, tylko robić to naprawdę?

Skuter był dla mnie jednym z wielu małych kroczków, które przybliżyły mnie do osiągnięcia tego celu. Trochę mi zajęło zanim przyzwyczaiłam się do prędkości z jaką mogę się poruszać, ale już po kilku minutach czułam się jak młody bóg, chyba nawet Posejdon Junior. Jednak nie mogę tego samego powiedzieć o tym, kiedy z R2-D2 zmieniliśmy się za sterami i moja przyczepność uległa pewnemu... zmniejszeniu. Wtedy znowu na chwilę odezwał się mój tryb "krzykaczo-panikarza" co można zobaczyć, a raczej usłyszeć, w ostatnich sekundach relacji. Gdyby ktoś pytał, mam swoje usprawiedliwienie — kilka razy prawie wpadliśmy do wody...

Wnioski:

  1. R2-D2 już nigdy więcej nie dostanie ode mnie kodu zniżkowego dla przyjaciół*.
    *(nie dotyczy bezpiecznych atrakcji oraz korzystania z vouchera kiedy nie ma mnie w pobliżu)
  2. Zawsze sprawdzaj ciekawie wyglądające reklamy, bo mogą okazać się przepustką do niezłej przygody.
  3. Jeśli twoi rodzice mają słabe nerwy, lepiej nie pokazuj im swoich relacji z testowania (ekstremalnych) marzeń.
  4. Każdy chociaż raz w życiu powinien stanąć na SWOIM księżycu.
  5. Nawet jeśli jesteś kanapowcem, zdejmij od czasu do czasu wygodne kapcie, schowaj je pod łóżko i CHCIEJ COŚ PRZEŻYĆ!

Post scriptum dłuższy niż pozwala savoir-vivre;

Mimo że swoją przygodę z #ChcęToPrzeżyć zakończyłam na II etapie, jestem wdzięczna za burzę emocji, którą otrzymałam przez te kilka miesięcy. Jeśli jeszcze nie wiecie, jaki zakątek na Facebooku jest najbardziej nasycony pozytywną energią, to jest to nasza społeczność Marzycieli, zebrana przez Katalog Marzeń. Każdy inny, każdy z innym marzeniem. A tworzymy jedną wielką rodzinę bujającą w chmurach!

Ale teraz chciałabym skupić się na Tobie, drogi Czytelniku. Zdarzyło Ci się kiedyś spełnić marzenie, ale oprócz ekscytacji z tym związanej, poczuć smutek spowodowany równoczesną jego utratą? Mi tak. Wtedy zrozumiałam, że bez marzeń bylibyśmy tacy bezbarwni, pozbawieni siły do życia, którą przecież nam dają. Jednak w pewnym momencie o tym zapomniałam i zostawiłam swoje pragnienia zamknięte na kłódkę, w skrzynce szarej rzeczywistości. I tak ta skrzynka leżała i leżała, coraz bardziej zakurzona i zapomniana, dopóki nie wzięłam udziału w #ChcęToPrzeżyć. Dzięki temu przypomniałam sobie, ile straciłam odrzucając na bok swoje marzenia. Nie miałam czasu na sięgnięcie do ulubionej książki, a co dopiero na pielęgnowanie pozostałych pasji, które wymagały zdecydowanie więcej zaangażowania.

Ale wiesz co? Jestem pewna, że każdy, nawet z najbardziej napiętym grafikiem świata, gdyby chciał, znalazłby w nim czas na to, by robić coś, co daje mu szczęście. No właśnie — ale trzeba chcieć ;) To co, chcesz coś przeżyć? Do dzieła!

Data publikacji: 2019-10-07

OBSERWUJ NAS
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA
Korzystaj z promocji i nowości!
Marzyciele! Aby spełnianie marzeń uczynić jeszcze prostszym, używamy plików cookies w celach statystycznych i marketingowych :) Więcej w Polityce Prywatności.